
Definicja naukowa mówi o biologicznym procesie, w którym miliardy mikroorganizmów – od bakterii i grzybów po skoczogonki i dżdżownice – rozkładają te materiały do postaci ciemnej, pachnącej ziemi. To „jedzenie” dla gleby, a nie bezpośrednio dla roślin – i właśnie dlatego działa tak dobrze i tak długo. W tym procesie powstaje humus - najbardziej stabilna frakcja materii organicznej, która wiąże składniki pokarmowe i wodę jak gąbka, a przy okazji pomaga neutralizować toksyny i metale ciężkie.
W praktyce kompost poprawia fizykę i chemię gleby jednocześnie. Na piaszczystej pozwala zatrzymać wodę, a ba gliniastej – lepsze rozluźnienie i drenaż. To dlatego rośliny w glebach z dodatkiem kompostu rosną jak na drożdżach, a choroby mają z nimi trudniej – w kompoście mieszkają też pożyteczne organizmy i grzyby.
A teraz przejdźmy przez pytania, które najczęściej czytam w moich Social Mediach.
Nie. Obornik to świeże lub częściowo przekompostowane odchody zwierząt, często „gorące” (z bardzo wysokim azotem). Może być świetnym „dopalaczem” w małych dawkach lub po pełnym przekompostowaniu, ale świeży potrafi przypalić młode korzenie i przytargać do ogrodu bank nasion chwastów. Uwaga przy oborniku końskim: bywa zanieczyszczony herbicydami trwałymi, które nie rozkładają się łatwo w pryzmie i potrafią dosłownie zrujnować grządki. Dlatego jeśli używasz obornika, dawkuj rozsądnie i daj mu przejść cykl kompostowania.
W sklepach często dostępny jest obornik granulowany, czyli po prostu wysuszone odchody zwierząt. Na rabatach zalecam używać właśnie takiego nawozu. Można go wysypać na powierzchni i lekko wymieszać z wierzchnią warstwą gleby.
Tak – i to w dwóch wariantach. Do mniejszych zastosowań masz gotowy, workowany materiał z centrów ogrodniczych, a do większych – kompost luzem z kompostowni miejskich (uwaga przy kompostowniach, bo często ten kompost jest zanieczyszczony plastikiem, szkłem i innymi śmieciami). Wiele kompostowni dowozi pod dom, a nadwyżkę spokojnie przechowasz na później. Zanim kupisz, zwróć uwagę na jakość: stabilność, pH, zasolenie, brak nasion chwastów i zanieczyszczeń. Szukaj kompostu z testami jakości (np. programy certyfikacji branżowej).
Jeśli masz dużo rabat i trawnik, realnie często potrzebujesz więcej kompostu, niż jesteś w stanie zrobić w jednym sezonie – wtedy zakup luzem to szybka droga, by „nakarmić” cały ogród za jednym zamachem.
Rozkład dzieje się naturalni i spokojnie, w swoim rytmie. Liście, gałązki i resztki powoli gniją w naturze, by po latach stać się ściółką. Kompostowanie to taki rozkład z „turbo”, który świadomie przyspieszasz, dostarczając cztery składniki: powietrze (tlen), wodę, frakcję brązową (węgiel) i frakcję zieloną (azot). Gdy złapiesz równowagę (mniej więcej C:N w okolicach 25:1), kupka zaczyna „gotować” i wchodzi w fazę termofilną (ok. 45–70°C) i mezofilną (ok. 10–45°C), gdzie mikroorganizmy pracują jak szalone. W praktyce wystarczy, że materiały są różnorodne, wilgotność zapewniona na odpowiednim poziomie i co jakiś czas przerzucasz pryzmę, by dostarczyć więcej tlenu.
Można robić kompost na gorąco (jak wyżej), a można zrobić to na chłodno. Też zadziała – tylko wolniej. Gorące kompostowanie wymaga mieszania i kontroli wilgoci, zimne (pasywne) – cierpliwości i ostrożności, by nie dorzucać roślin chorych i chwastów z nasionami, bo temperatura nie dojdzie wysoko.
Kompostowanie ma wiele zalet i ciężko wymienić wszystkie, ale skupmy się na tych najbardziej oczywistych:
Pisałem o tym chwilę wcześniej, ale powtórzmy sobie. Zamiast skomplikowanych receptur, zapamiętaj zasadę czterech składników: powietrze, woda, węgiel (frakcja brązowa), azot (frakcja zielona). W praktyce frakcja brązowa to suche liście, gałązki, rozdrobniona tektura i papier. Frakcja zielona to świeże odpadki kuchenne roślinne, skoszona trawa, zielsko bez nasion.
Układaj to jak warstwy lasagne, ale bez perfekcjonizmu – ważniejsze od matematyki jest regularne napowietrzanie (przerzucanie) i utrzymywanie wilgotności. Nie przelewaj kompostu - on ma być lekko wilgotny - nie mokry.
Dobry rozmiar pryzmy to około 1,2 × 1,2 × 1,2 m – to wystarczy, by ciepło pracy mikroorganizmów nie uciekało. Im drobniej rozdrobnione składniki, tym szybciej pójdzie robota. Przerzucanie co tydzień sprawi, że proces przyśpieszy. Przy tej rutynie z surowego materiału do „czarnego złota” dojdziesz nawet w kilka miesięcy. Możesz też nie przerzucać kompostu, ale zadbaj wtedy o dobre ułożenie warstw brązowych i zielonych tak, żeby pryzma była dobrze przewietrzona. Jeśli dasz za dużo „zielonego”, to pryzma będzie gnić i powodować nieprzyjemny zapach.
Co omijać szerokim łukiem? Kuchenne produkty zwierzęce (mięso, nabiał, tłuszcze). Mogą ściągać nieproszonych gości i po prostu śmierdzą. Lepiej nie wrzucać też roślin porażonych chorobami i chwastów z nasionami (chyba że kompostujesz na gorąco).
Więcej o pielęgnacji trawnika przeczytasz w moich wcześniejszych wpisach:
Czy pryzma musi stać w pełnym słońcu, żeby „grzała”?
Nie. Ciepło to efekt metabolizmu mikroorganizmów, a nie promieni. Pryzma w cieniu – przy właściwej wilgotności, tlenie i proporcjach potrafi trzymać 60–65°C w środku. Wybierz miejsce wygodne i blisko wody.
Czy dżdżownice są konieczne, by kompost się udał?
Nie są konieczne, ale są fantastycznym wsparciem dal Twojej pryzmy i gleby. To element większej „sieci pokarmowej gleby”, która rozdrabnia, miesza i wzbogaca materiał.
Co zrobić, jeśli pojawiają się gryzonie lub muchy?
Zakopuj świeże odpadki kuchenne w kompoście lub przykrywaj je frakcją brązową (liście, trociny). Przerzucanie i utrzymanie wilgoci odstrasza też mrówki. Muchy znikają, gdy resztki nie leżą odkryte.
Jak przechowywać gotowy kompost?
W miejscu osłoniętym przed deszczem, ale z dostępem powietrza. Możesz przesiać go przed użyciem, a grubsze frakcje wrzucić z powrotem do pryzmy jako „nośnik” mikroorganizmów.